bunkrów nie ma, ale też jest zaje… a nie czekaj, czekaj… są i bunkry :D czyli – Anomalia #3

Anomalia – alternatywa na orientację. Mapa, punkty, a zamiast lampionów kesze, skrzyneczki, skrytki. Czasem trzeba się naszukać. Tym razem 3 edycja odbyła się pierwszy raz w nocy i objęła obszar gdyńskich klifów i okolicy. Wiedziałem, że będzie ciekawie bo startowałem już w poprzedniej edycji i mega spodobała mi się formuła takich punktów a’la kesze. Na dzień dobry mapa, karta na punkty no i start. Jeszcze przez chwilę było w miarę jasno ale po 10-15minutach bez czołówki już się nie obyło. Trasa i kolejność zaliczanych punktów jest dowolna więc jak kto woli. Znalazłem sobie najkrótszą drogę (tak mi się wydawało) przez wszystkie punkty i ruszyłem ku przygodzie. Przy drugim z kolei już miałem problem. I taka mała podpowiedź… warto zawsze czytać opisy punktów 😀 😀 naprawdę potrafią dobrze naprowadzić. Zacząłem szukać punktu na własną rękę (a był w okolicach armaty na klifach) no i szukając w najbardziej niedostępnym miejscu wszedłem do bunkra pod armatą. Hmmm… nie ma?! No dobra oblazłem wszystko, przejrzałem armatę, pokręciłem się chwilę i co? Patrząc jeszcze raz na mapę, rzucił mi się opis punktu „ptaków śpiew”, a chwilę później rzucił mi się w oczy kesz na drzewie skitrany w karmniku. Ok, jak to mówią co nagle to po diable więc lepiej trzeba się bardziej skupić. Kolejny punkt naniesiony w miejscu gdzie znajduje się Jaskinia Goryla. Tak, tak… mamy nad morzem nawet jaskinię 😀 co prawda skał tam nie ma, ale dosyć głęboka jest ta jama. Po krótszo- dłuższym poszukiwaniu znalazło się wejście i szybko podbiłem punkt, bo jakoś tak czułem się nieswojo wiedząc że nade mną wisi masa ziemi i drzewa 😛 Dosyć już czasu straciłem i oby początkowe wpadki były tymi ostatnimi. Następny punkt na plaży. Położony na samej linii brzegowej. Długo nie szukając już chce podbijać, a tu… nie ma kredki 🙁 urwana, no niestety, punkt trochę zbyt widoczny dla spacerowiczów i znalazł się ktoś komu pewnie wszystko przeszkadza. Szkoda, trudno, ale dobrze, że sam punkt został. Fotka, że byłem i lecę dalej w górę na klif. Co ja się naszukałem tego punktu. Z prawej, lewej, góra, dół. Na klifie dosyć wysoko i grozi zawaleniem. Schodzić na samą krawędź?! Nie no, organizatorzy są szaleni, ale czy aż tak? I jeszcze opis punktu „nie skacz tylko” 😀 😀 Byłem mega zdezorientowany. Już nawet chciałem odpuścić. Myślę trudno. Oparłem się ostatni raz o najbliższe drzewo i patrzę w dół myśląc sobie „nie skacz tylko?” rzeczywiście chyba nie najlepszy pomysł… i nagle podnoszę wzrok, a przede mną na lince i wysięgniku punkt i kredka. Mega pomysłowe i kreatywne (to właśnie najbardziej lubię w tej przygodzie). Podobno głupi to ma szczęście 😛 ale na szczęście tego szczęścia dzisiaj było tylko trochę 😀 Ciesząc się z sukcesu ruszyłem dalej. Biegnę, biegnę , biegnę, zbiegam w dół, biegnę… i coś mi się nie zgadza. No tak, nie pilnowałem dystansu i jestem za daleko. No to powrót pod górkę. Hmmm… gdzie ten punkt? nic nie ma :/ wracam dalej na górę bo w sumie nie wiedziałem gdzie dokładnie jestem. Na szczęście pomógł widok z klifu i na nowo nawigacja do punktu. Idę, patrzę, a tu jakiś beton w lesie. Coraz więcej… jest i wejście do środka. Iść nie iść?! puste butelki po browarkach na progu wcale nie zachęcały do tego. Ktoś jest w środku? nie ma? nigdy nie wiadomo co można spotkać nocą w lesie, a tym bardziej w obskurnym bunkrze. No nic, trzeba spróbować. Po chwili zauważyłem znak na ścianie żółtej stopy i chyba strzałkę. Choć ręki teraz sobie nie dam za uciąć za strzałkę. Myślę ok, droga dobra. Idę. Ale za zakrętem okazało się że ten bunkier jest mega rozbudowany. Nigdy tu nie byłem i naprawdę robi wrażenie. Dodatkowo mała schiza kto tu nagle zza rogu mi wyjdzie?! Z lekkim dreszczykiem poszedłem dalej, po kilku zakrętach odnajdując punkt. Mega, mega, mega miejsce!!!!! Chyba mój nr jeden na tej trasie w tej edycji. Punkt podbity lecimy dalej. Odwracam się i chwila konsternacji. Którędy ja przyszedłem w ogóle?!?!?!!?! Aż tak wielkie to nie było żeby się zgubić ,ale jakieś tam ślepe pokoje jeszcze by się znalazły. (A może było?! – wrócę kiedyś to sprawdzić). Na szczęście szybko znalazłem się z powrotem w ciemnym lesie. Niezbyt tu płasko więc trochę w nogi wchodzą już te górki. I tak biegnąc dalej, zaliczając kolejne punkty, w drodze do następnego nagle w świetle czołówki ukazało się pełno oczu? :O a co to takie ciekawskie tu stoi? opcji by mogło być pewnie kilka, ale chrumkanie jednoznacznie wskazywało na dziczki 😀 no to kto tu ustąpi?! ja czy one? usłyszały, widzą mnie, część zaczyna iść w swoją stronę, ale jednak jakaś locha czy odyniec stwierdziło, że hola hola, ja tu jestem gość a on w domu. I co ja mu w ogóle będę po oczach świecił. W sumie co racja to racja. Nieustępliwie wbijając swój wzrok we mnie, po krótkiej kalkulacji, stwierdziłem że nie będę czekał czy zacznie szarżować (niby dzik, a uparty jak osioł). Tak więc nie tędy to tamtędy, znaleźć alternatywę to żaden problem. Każdy poszedł w swoją stronę, a po chwili znalazłem się w okolicy kolejnego punktu. Podpowiedź? ‚przypomina ciebie mi’. I znowu po małym poszukiwaniu (bo zamiast z kompasem spróbowałem intuicyjnie podejść i trochę się pokręciłem w kółko) znalazłem. Punkt rozkłada na łopatki (jak na zdjęciu). 😀 Czas na parę miejskich punktów, prócz skrzyni z grześkami jeszcze jeden był bardzo interesujący. Pod mostkiem przy drodze obok kaczej rzeczki. AQQ 😀 hmm czyli pewnie ‚a kuku’ czyli pewnie gdzieś nagle się pojawi tylko gdzie? za rurą? pod mostkiem? a może za drzewem, czy w rzeczce? Podchodzę pod miejsce na mapie, a tu się okazuje że prócz punktu (o którym za chwilę) jest też jakiś bezdomny. No dobra organizatorzy są kreatywni, ale chyba nie aż tak 😛 Punkt to punkt, więc szukam. Pod mostem, wzdłuż rzeczki. No nie ma. Ale jest też wylot kanalizy deszczowej. Hmmm… ale żeby do środka?! w sumie akuku by pasowało. No nic jak sprawdzać to wszystko. Wchodzę i jest. Kilka metrów w głębi w pierwszym pomieszczeniu od studzienki 😀 kolejny punkt w fajnym, nietypowym miejscu. Kod spisany i dalej w drogę. Trochę zimno, trochę pada, ale już nie daleko. Ostatnie 3 punkty. Teraz już z górki. Jeden po drodze… ‚trujący?’ no to grzybek nie? dobiegam, szukam… no nie ma, prawo, lewo, krzaki, błoto… aż lisek czy coś takiego przygląda mi się co ja robię i czemu tak się kreće po tych krzakach. Jednak jak niebyło tak dalej nic z tego… ok chyba nie znajdę 🙁 ale jakaś wrodzona zadziora się we mnie odezwała, żeby wrócić na górę kilkaset metrów i jeszcze raz odmierzyć odległość. Może coś nie tak poszło? Za daleko albo za blisko? Wracam, zbiegam. No niby jestem prawie, że w tym samym miejscu. Szukam, szukam, ale jak grzyba nie ma tak nie ma. Grzybobranie to nie dla mnie 😛 więc ten jeden punkt 7 (niby szczęśliwa liczba, ale jednak nie dzisiaj) pokonał mnie. No i może trochę przez to, że zaczęło brać górę zmęczenie i trochę zimno. Bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że na jednym z ostatnich punktów, który był na górze, dwa razy podchodziłem (dwa razy na sam szczyt z dołu), bo nie byłem pewien czy aby na pewno to to miejsce (a za pierwszym razem prawie że się potknąłem o punkt? 😀 ) ‚pośród drzew’ – niby to podpowiedź, ale czy w lesie jest coś nie pośród drzew? xD na szczęście rzucił  mi się w oko pieniek, niby pasował do otoczenia, a jednak jakoś tak nie do końca. Pieniek/skrytka z zawiasem, we wnętrzu którego było hasło do spisania. A dalej już tylko meta!!!! choć nie… moment… jednak nie tylko, bo na mecie dla spostrzegawczych jeszcze jeden ekstra piękny bonusowy kesz 😉

Kolejna fajna wycieczka, przygoda i udane zawody. Taka formuła przy nieograniczonej pomysłowości organizatorów to gwarantowana dobra zabawa 🙂 Czekam z niecierpliwością na kolejną edycję 🙂

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *